niedziela, 22 grudnia 2013


Rozdział 1

               „Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki.”

Był sobotni poranek . Mimo że była już 12.15 ja jeszcze spałam . Znając moje możliwości mogła bym przespać jeszcze co najmniej godzinkę. Mój cudowny sen przerwał dzwonek do drzwi .
-Nieeeee , kto śmie przychodzić tu tak wcześnie ?!- mruknęłam z oburzeniem i przewróciłam się na drugi bok , zakrywając głowę poduszką . Niestety ktoś za drzwiami nie odpuszczał i cały czas dusił na guzik, który wydawał ten okropny dźwięk. Postanowiłam jednak zwlec się z łóżka, ponieważ stwierdziłam, że mój nachalny gość i tak sobie nie odpuści. Kiedy wyszłam spod mojej cieplutkiej kołdry pomyślałam, że to Weronika przyszła. Trochę dziwne, bo miała tu być o 14.00, ale w końcu ona jest nieprzewidywalna. Stwierdziłam, że nic się nie stanie, kiedy przywitam przyjaciółkę w piżamie, a mianowicie w luźnej koszulce sięgającej mi do połowy ud. Bo po co miałabym się tak WCZEŚNIE ubierać ?. Gdy pokonywałam już ostatnie stopnie cały czas słyszałam irytujący dźwięk, dlatego krzyknęłam:
-Już idę, chwila!!!
Podeszłam do drzwi, przekręciłam klucz w zamku i nadusiłam klamkę.
-Hej, wchodź – powiedziałam  z przyzwyczajenia, nie zwracając większej uwagi na osobę za drzwiami.
-Guten tag –dopiero, kiedy usłyszałam niemieckie „dzień dobry” oprzytomniałam. Zdałam sobie sprawę, że przede mną wcale nie stoi Weronika tylko jakiś facet po 20.
-Dzień dobry- odpowiedziałam już po niemiecku, kiedy tylko odzyskałam mowę.
-Przepraszam, szukam Philipa Mullera – chyba kojarzę tego, który mnie dziś obudził -,- , ale nie, to nie może być on, na pewno jest tylko do niego podobny.
-Nazywam się Nuri Sahin- dodał po chwili, a ja nie wierzyłam. Czyli jednak moje przypuszczenia się potwierdziły. To on. Tylko co taki sławny piłkarz Borussi Dortmund robi przed moimi drzwiami? I skąd zna nazwisko mojego ojca?!
-Anne- oznajmiłam podając mu rękę. -Philip to mój tata, a o co chodzi?
 -Mogę wejść? To dość ważna sprawa.-zapytał.
-Tak, jasne, proszę –gestem ręki zaprosiłam go do środka i właśnie w tej chwili przypomniałam sobie, w co jestem ubrana.
-Rozgość się, ja za chwile wracam – powiedziałam i szybkim krokiem udałam się do mojego pokoju, gdzie przebrałam się w kremowe rurki i dżinsową koszule. Biegiem pokonałam drogę na dół i poszłam do kuchni po sok i szklanki.
-Chcesz soku?- zapytałam wchodząc do salonu.
-Poproszę –odpowiedział i usiadł na kanapie, ponieważ wcześniej stał przy kominku prawdopodobnie oglądał nasze rodzinne zdjęcia.
- A więc, o co chodzi?
-Czyli Philip jest Twoim ojcem, tak?- zadał bezsensowne pytanie, bo przecież nie dawno sama mu to powiedziałam.
-Tak, dowiem się w końcu jaki jest powód naszej rozmowy?!-już się trochę niecierpliwiłam.
-Chyba jestem … Twoim bratem-nie, to tylko moja wyobraźnia, tak?
-Że co?! Nie, ja w to nie wierze!!!- krzyknęłam i wypuściłam szklankę z ręki, a ta momentalnie spadła na panele i rozpadła się na milion małych kawałeczków, które mieniły się jak diamenciki.
-Ja też w to nie wierzyłem, ale patrz –pokazał mi jakiś dokument, chyba jego akt urodzenia czy coś. Było tam faktycznie napisane, że mój tata jest również ojcem Nuriego. Mimo, że miałam przed sobą dowód, nadal nie mogłam tego pojąć i uwierzyć, że to prawda. Kiedy dotarła do mnie ta informacja zaczęłam płakać, ale nie ze smutku czy żalu. Byłam po prostu wściekła. Przez łzy miałam trochę zamazany obraz, ale mogłam dostrzec jego datę urodzenia. Gdy zobaczyłam ten rok, od razu wszystko zrozumiałam. To dlatego moi rodzice przeprowadzili się do polski. Czyli mój ojciec wiedział o NIM. Wiedział, że będzie miał dziecko. Dlatego uciekł. Uciekł przed odpowiedzialnością. To mnie jeszcze bardziej zdenerwowało.
-Hej, już jestem- usłyszałam krzyk mojego taty, dobiegający z korytarza. Byłam ciekawa jego reakcji kiedy zobaczy Nuri’ego .
-Vater*- powiedziałam do 25latka.
-Cze…-ojciec właśnie wszedł do salonu. Jego mina ? Bezcenna. Tak jakby przerażenie pomieszało się z wściekłością. Nawet głos odmówił mu posłuszeństwa. Kiedy przypomniał sobie jak się mówi powiedział, a właściwie zapytał  :
-Co Ty tu robisz ?- mówił po niemiecku.
-Szukam Cię „tato”-powiedział z naciskiem na ostatnie słowo Nuri. Ojciec nie odpowiedział, tylko wyszedł z pokoju.
-I co? Znowu uciekasz? Znów boisz się odpowiedzialności za swoje czyny?- krzyknęłam za nim. Po chwili wrócił. W ręku miał szczotkę i szufelkę. Bez słowa zaczął zamiatać odłamki szkła. Gdy skończył rzekł:
-Mama by się zdenerwowała gdyby zobaczyła tamten bałagan.
-Nawet nie mów, że obchodzi Cię mama. Zdradzałeś ją świeżo po ślubie, przed pewnie też.- moja matka jest jaka jest. Kłócimy się prawie co dzień, ale w jakimś małym stopniu nadal ją kocham, dlatego nienawidzę swojego ojca. Kiedy wykrzyczałam te ostatnie zdania spojrzałam na otwarte drzwi, w których stała mama. Nawet nie słyszałam jak wchodziła do domu.
-Czyli to była prawda - moja rodzicielka wydukała tylko tyle, po czym kazała swojemu mężowi się wynosić. Nie chodziło tylko o dom, ale o całe jej życie. Nie chciała go znać.

Kiedy w domu została tylko nasza trójka (ja, Nuri, mama) zapadła denerwująca cisza. W końcu ją przerwałam, choć nie wiem czy dobrze zrobiłam.
-Mamo, co miałaś na myśli mówiąc „czyli to była prawda” ?
Mama zastanawiała się chwile nad swoją odpowiedzią. W końcu powiedziała:
-Kiedy mieszkaliśmy jeszcze w Dortmundzie miałam pewne podejrzenia, ale potem Philip mi się oświadczył, więc pomyślałam, że to nie prawda. Teraz wiem, że dał mi pierścionek, tylko po to żebym myślała, że jestem jedyna i że mnie kocha. Bał się, że prawda się wyda, dlatego zaślepił mnie zaręczynami. Z naszym ślubem też zwlekał i gdyby nie nasi rodzice to nigdy by pewnie do niego nie doszło.
Po tej wypowiedzi mama znów zaczęła płakać. Nigdy nie okazywała swoich uczuć, ale dziś jest zupełnie inaczej. Zużyła już chyba wszystkie chusteczki w tym domu. Cała roztrzęsiona poszła do swojej sypialni trochę ochłonąć.
-Ja już pójdę – powiedział Nuri.
-Już ?
-Przecież go znalazłem, o to mi chodziło ,więc teraz mogę już jechać –odparł
-Ale chcesz już dziś wracać do Dortmundu ? – zapytałam
-Nie, gdybym dziś wyjechał to wracałbym w nocy, a nie lubię jeździć , kiedy jest ciemno. Zatrzymam się w jakimś hotelu i wyjadę jutro z samego rana.
-To zatrzymaj się u nas. Możesz spać w pokoju gościnnym przecież.
-Już za dużo namieszałem w waszym życiu, przeze mnie prawdopodobnie Twoi  rodzice się rozejdą. Jak zostanę to będzie jeszcze gorzej.- powiedział ze spuszczoną głową.
-Przecież to nie Twoja wina, tylko naszego ojca. To on zawinił i tylko on powinien się teraz obwiniać. A co do moich rodziców to i tak od dawna się im nie układało, więc może nawet lepiej jak nie będą razem. A co miało by niby być gorzej jak zostaniesz ?
- Nie wiem. Nie chce robić kłopotu.
-To żaden kłopot. Idź po swoje rzeczy, a ja przygotuje Ci pokój.- Zapewniłam go, po czym tak jak powiedziałam, poszłam przygotować MU pokój. Upewniłam się czy w pokoju gościnnym jest czysta pościel i ręczniki. Kiedy zeszłam na dół Nuri właśnie wchodził ze swoją torbą. Zaprowadziłam go do jego tymczasowego pokoju. Nagle zadzwonił mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam, że to Weronika chce ze mną rozmawiać. Całkiem zapomniałam o naszym spotkaniu.
-Halo – powiedziałam tym razem po polsku.
-No hej, mamy problem- Weronika
-Jaki ?- zapytałam
-No bo tak jak się umawiałyśmy kupiłam nam bilety na mecz, chłopacy też chcieli iść więc wzięłam 4. Tylko, że mój „kochany” braciszek zapomniał, że musi iść dzisiaj do pracy, więc mam jeden wolny bilet i straconą kase- powiedziała moja zdołowana przyjaciółka.
-Chyba mogę coś na to poradzić – wpadłam na całkiem dobry pomysł.
-Nuri chcesz może iść na mecz? – zapytałam go w jego ojczystym języku.
-Jak na mecz to ja zawsze- odpowiedział uśmiechnięty.
-Już się nie musisz martwić, załatwiłam nam towarzysza , padniesz jak go poznasz- powiedziałam do przyjaciółki.
-Kto to?- zapytała.
-Zobaczysz.
                                                                                                                                                               
  Hej, nareszcie coś dodałam. PRZEPRASZAM, że tak długo mnie nie było, ale ostatnio na prawde nie miałam czasu , a ostatnio jeszcze komputera :/ . Jest to pierwszy rozdział, więc na razie główny bohater (oprócz Ann ) się nie pojawił, ale pewnie domyślacie się kim będzie. Jeżeli to coś wyżej wam się spodoba to prosze o komentarz. Przepraszam za jakiekolwiek błędy.

   PS Następny rozdział po świętach.

  Z okazji zbliżających się świąt życzę wszystkim czytelniczkom (i Konradowi :D ) wszystkiego co najlepsze. Dużo szczęścia, zdrówka no i oczywiście prezentów :)

10 komentarzy:

  1. Yeah! Nareszcie. Juz Ci psalam, ze swietny, ale pisze jeszcze raz. Czekam na nastepny, bo nie czytalam go w twoim zeszycie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny *-* czekam na drugi ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny rozdział! <3 Jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy Anne i Nuriego. Czekam na kolejny
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do Libster Awards kochana <3 Link do mojego bloga już masz :*

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy kolejny?
    jest po świętach ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny blog <3 Nie mogę się doczekać następnego <3 Życzę niekończącej się weny :D
    I zapraszam do mnie http://zyj-tylko-chwila.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny! ;>> Ciekawy początek.. wciąga i czekam na następny rozdział! :))
    Pozdrawiam! :* :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny blog *.*
    Masz prawdziwy talent ;*
    CZekam na kolejny rozdział ;)
    W wolnej chwili zapraszam do mnie http://zakochanewdortmundzie.blogspot.com/ ;*

    OdpowiedzUsuń